The Sound Of Vinyl - Shop Vinyl Records | The Sound of Vinyl

Smoke + Mirrors 2LP

Smoke + Mirrors 2LP - Main image
$17.99 $35.98 In stock

Category: 2LP

Wyraźnie nieobecny na liście wpływów, które Imagine Dragons tak często wymieniają, jest zespół Killers, jedyny inny zespół rockowy z Las Vegas, który się liczy. Imagine Dragons bagatelizują blask, który Killers uznali za tak pociągający, ale dzielą z nimi upodobanie do przesady, co w pełni dochodzi do głosu na ich drugim albumie, Smoke + Mirrors. Większy i śmielszy niż Night Visions z 2012 roku, Smoke + Mirrors ukazuje zespół tak upojony swoim niespodziewanym sukcesem, że postanowił oddać się wszelkiej przesadzie. Podkręcają swój charakterystyczny tupot – słychać go w "I Bet My Life", pierwszym singlu i utworze, który ma zapewnić fanów, że tym razem nie dostaną czegoś innego – ale mądrze postanowili też poszerzyć horyzonty, wykorzystując możliwości, jakie dają inni giganci stadionowego rocka, Coldplay i Black Keys. Mimo zadziorności "I'm So Sorry" – utworu w stylu Black Keys pozbawionego jakiegokolwiek groove'u R&B – grupa zwykle stawia na sięgające nieba emocje Coldplay, ale tam, gdzie ekipa Chrisa Martina często bywa pobożna, Imagine Dragons mają w sobie serdeczną, sąsiedzką naturalność, która przekuwa ich wielkość. Owszem, Smoke + Mirrors to rock tak wielki, że aż kawernisty – pogłos niemal funkcjonuje jako piąty instrument w zespole – ale ich poważne zaangażowanie w rzeczywistość graniczącą z absurdem ma urok, zwłaszcza że brak im pretensjonalności. To odróżnia ID od Killers, którzy nigdy nie spotkali wielkiego pomysłu, którego by nie polubili. Imagine Dragons lubią wielkie brzmienia i wielkie emocje – a jeśli potrafią je wykrzesać, to i wielkie haki – a przywiązanie do stylu ponad treścią daje im ujmujący urok, zwłaszcza gdy postanawiają wpleść subtelne elementy EDM w "Shots" (co pojawia się też w utworze tytułowym), czy flirtujące z worldbeatem Vampire Weekend w "Summer". Imagine Dragons celowo montują swoje brzmienie z tych tuzów alternatywnego rocka, prostując je tak, by były lekkostrawne dla mas, ale jak to w przypadku wielu komercyjnie nastawionych zespołów, sposób, w jaki składają te znajome elementy, często daje zaskakująco dziwaczne kombinacje. Ci goście są bezwstydni i właśnie to sprawia, że są zabawniejsi niż przeciętni stadionowi rockowcy. [Na LP wydano również 21-utworową edycję deluxe.]